piątek, 12 grudnia 2014

Dobra, zdradzę Wam tą pilnie strzeżoną tajemnice.


Dobra, zdradzę Wam tą pilnie strzeżoną tajemnice. Jak ty to robisz? Pytacie raz po raz. Bardzo prosto. Idę i robię. Jak wychodzi, super. Dbam o to, by wychodziło jeszcze lepiej i łatwiej. Jak nie wychodzi, PRÓBUJĘ aż będzie wychodziło. Gdy mi bardzo nie wychodzi, złoszczę się, marudzę, klnę, rzucam, kopie, płacze i cały czas PRÓBUJĘ.  Jak zaczyna wychodzić- już wiecie co robię. Gdy mam wolną chwilę, PRÓBUJĘ tego, co mi nie wychodzi lub szukam sposobu, co zmienić by wychodziło. Jak zaczyna wychodzić - wiecie co robię. Jak nie wychodzi, PRÓBUJĘ dalej. Gdy nie mam czasu próbować, myślę o tym, co mi nie wychodzi i co zrobić żeby wyszło. Myślę i myślę, aż znajdę czas i SPRÓBUJĘ. Jak wychodzi, wiecie co. Gdy nie wychodzi, kombinuję, stękam i PRÓBUJĘ. Gdy mi się chce, idę i PRÓBUJĘ. Jak mi się nie chce, idę i PRÓBUJĘ dwa razy więcej. Jak długo to trwa? Różnie. Do tej pory, prym wiodą double unders, z którymi walczyłam ponad rok. Dopiero po tym czasie zrobiłam więcej niż 10 unbroken. Byłam na nie oporna. One nie dały się tak łatwo ujarzmić. Prób było co nie miara. Bywało dramatycznie. Wiele bitew ze skakanką przegrałam. Ostateczne jednak wygrałam wojnę. Wygrałam bo PRÓBOWAŁAM. Wiele razy padałam. Za każdym razem podnosiłam się i PRÓBOWAŁAM dalej.Sami wiecie, że nie sztuką jest robić to co lubimy i  to, co wychodzi najlepiej. To potrafi każdy. Mistrzostwem jest, brać się za to, co nie wychodzi. Im bardziej nie wychodzi. Tym częściej się za to brać. My nie lubimy jak nam nie wychodzi. Wnerwia i drażni nas to, co nam nie wychodzi. Czujemy się niekomfortowo i niepewnie w tym czego nie umiemy. Ale jak nie będziemy PRÓBOWALI, to się nigdy nie nauczymy. Jak nie będziemy doskonalić tego, czego się nauczyliśmy, to nigdy nie będziemy czuć się z danym elementem pewnie. Jak nie będziecie czuć się z nim pewnie, to za każdym razem, gdy przyjdzie Wam zmierzyć się z nim podczas WOD , będzie on wywoływał w Was strach i niepokój. To z kolei odwróci Waszą koncentrację od tego, co ważne. Zamiast układać plan taktyczny czy mobilizować się do wysiłku, wasze myśli będą już przy tym, czego nie lubicie i boicie się. Na początku wszystko co nowe wydaje się straszne i trudne. Nie od razu musi Ci wychodzić. Nie od razu masz być mistrzem. Ale od razu powinieneś postanowić, że chcesz się tego nauczyć. Chcieć to móc. Codziennie, małymi kroczkami rzeźbić, aż coś wyjdzie. Nie przejmuj się, że idzie jak po gruzie. Nie martw się o czas. Trzymaj się tego, że chcesz! Krzycz, klnij, płacz, stękaj i kop w co chcesz (ale spodziewaj się, że odda niezależnie od tego w co kopiesz) i PRÓBUJ dalej. Wnerwiłaś się? To ochłoń i PRÓBUJ. Zniechęciłeś się? Znajdź inną drogę i PRÓBUJ. Zwątpiliście? Odpocznijcie, popytajcie, poszukajcie i PRÓBUJCIE. Dajcie sobie czas. PRÓBUJCIE i czekajcie. Sukces prędzej czy później przyjdzie. To jest Crossfit! Trochę pokory i cierpliwości! Szczypty fantazji, samozaparcia i systematyczności! Deko odwagi i silnej woli! Uda się na pewno! A jak już się uda...Wiesz co robić ;) 
Znowu znaleźć coś, co nie wychodzi :D  

czwartek, 27 listopada 2014

Feel this pain!





Booom! Mobility! Krzywisz się na samą myśl? Ja też. Wszyscy wiemy jaka jest prawda. To B O L I. Im bardziej tego potrzebujesz, tym większe doznania przed Tobą. Ale nie ma co się czarować. Każdy, absolutnie każdy powinien zaprzyjaźnić się z piłeczką, rollerem, czy power band'em. Nie trzeba wcale zaopatrywać się w specjalistyczny, wymyślny sprzęt. Wystarczy zwykła piłeczka tenisowa, kettelbel, sztanga czy po prostu bumper plate.  Pierwsze starcie niestety, jest nieludzko bolesne, szokujące i magiczne zarazem. O ile praca na power band'ach wymaga od nas przeważnie cierpliwości i zaangażowania. To bliskie spotkanie z rollerem może już przebiegać mniej przyjemnie. Oczywiście im bardziej go potrzebujesz, tym mocniej będzie Cię gryzł. Ale czym jest chwilowy dyskomfort w imię szybszej regeneracji! A romans z piłeczką...O tak! Tu dopiero zaczyna się prawdziwa próba sił! Czy na prawdę chcesz przenieść swoją sprawność na wyższy poziom? Piłeczka prawdę Ci powie. Chcesz? To cierp! Swoje pierwsze spotkanie z nią zakończyłam dość szybko, niestety. Błąd! Bardzo wielki błąd! Byłam niedoinformowana, niedouczona, głupia jak zwał tak zwał. Naiwnie stwierdziłam, że to nie może AŻ TAK boleć. Może! I skoro AŻ tak boli, to AŻ tak mocno tego potrzebowałam. Sądziłam, że skoro ból jest prawie nie do zniesienia to robię coś źle. Jednak jedyny błąd jaki zrobiłam, to zaniechanie tego spotkania. Natury nie oszukasz. Organizm prędzej czy później wypomni Ci wszystko! Ciężko jest przekonać siebie, że coś tak nieprzyjemnego jest nam niezbędne. Jeśli jednak odważysz się, znajdziesz w sobie siłę, determinacje i cierpliwość, twoje mięśnie odwdzięczą Ci się. Jesteś w stanie zacisnąć zęby podczas WODa aby wykręcić jak najlepszy wynik? Więc zaciśnij je też podczas mobility i nie odpuszczaj! Jeśli poczujecie na sobie tą magiczną moc, gwarantuję Wam, że już z niej nie zrezygnujecie! Z każdym kolejnym podejściem jest troszkę łatwiej. Te uczucie gdy, po męczącym leżeniu na piłeczce wstajesz podnosisz nogę i...W KOŃCU
NIE BOLI! Wow! Jak bym dostała młotkiem w łep! Ale jak to?! Tyle czasu się rozciągałam, tyle masażów...i wszystko przynosiło minimalną poprawę. Bo po 2000  burpee zginacze bioder mówią FUCK YOU! Chciałaś to masz! Skoro tak z nami pogrywasz, to nie będzie współpracy! A tu nagle... jedna, mała piłeczka, wsadzona tam gdzie trzeba przynosi taki efekt! Czym jest ten chwilowy ból w porównaniu do korzyści jaki przynosi? NICZYM! Przekonałam się o tym, jak zwykle stojąc już niemalże pod ścianą! A Ty? Nie dopuść to tego! Oczywiście jednorazowa akcja nie zdziała cudów. Natomiast systematyczna praca w tej dziedzinie na pewno przeniesie Cię na wyższy poziom! Fizyczny i mentalny! Crossfiterzy i crossfiterki to świry. Kto inny z satysfakcją i przyjemnością napiera do przodu mimo bólu, cierpienia i krwi, tylko po to, by sprawdzić jak daleko jest w stanie przesunąć swoją granicę niemożliwego....? Ja swoją przesuwam dzień po dniu. A Ty?

niedziela, 18 maja 2014

Wszystko zależy od Ciebie!

Po co upadamy? Bynajmniej nie po to, by odpocząć jak to mi się nasunęło zaraz po tym, gdy zadano mi to pytanie. Przecież nikt nie przewraca się  specjalnie. Nie wiem po co upadamy. Mogę tylko,  domyślać się
dlaczego. Chwila nieuwagi, roztargnienie, pośpiech z reguły za czymś, co nam się baaaardzo spodobało i czego baaaardzo chcemy. Czasami ktoś ot tak, dla zabawy nóżkę podstawi... I BAM! Gleba! Leżysz jak kłoda... Im szybciej idziesz na przód, tym bardziej ucierpisz padając. Nawet jeśli posiadłaś już umiejętności, które pozwolą złagodzić Ci twarde lądowanie, to i tak będziesz musiała zużyć dodatkową energię, by się podnieść, otrzepać. Po każdym upadku, a nawet potknięciu ruszysz dalej ze zdwojoną czujnością. Im niżej runiesz w  dół, tym  dłużej będziesz się podnosiła. Tym ostrożniej będziesz poruszała się, gdy już staniesz na nogi. Każdemu z nas  zdarzają się potknięcia, porażki, katastrofy. To nieunikniony element naszego życia. Sztuką jest, by jak najszybciej stanąć do pionu, wyciągnąć wnioski i ruszyć dalej. Odważnie, bez chowania głowy w piasek. Nie oglądając się za siebie i nie myśląc o tym co było. W pierwszej kolejności powinnyśmy skupić się na tym, aby jak najszybciej się otrząsnąć, otrzepać, podnieść i ruszyć na przód. Dopiero po tym, warto zwolnić, a nawet zatrzymać się i poświęcić chwilę, by znaleźć przyczynę upadku. Nie  po to by się usprawiedliwiać, użalać czy mścić. Szukasz jej tylko i wyłącznie po to, by w przyszłości uniknąć takich sytuacji. By nie dać się zaskoczyć i przewrócić następnym razem. Po to, byś w podobnych okolicznościach wiedziała  że musisz włączyć podwójną czujność i oszczędziła sobie niepotrzebnej wywrotki. Z każdego, nawet najboleśniejszego upadku możesz wyciągnąć dla siebie coś dobrego. Za każdym razem wstaniesz silniejsza, odporniejsza. Tak, upadki bolą, im mniej się go
spodziewasz, tym większy szok i ból. Ale twoją pierwszą reakcją powinno być nieodparte pragnienie  podniesienia się jak najszybciej do góry! Leżenie w błocie jeszcze nikomu nic dobrego nie przyniosło. Musisz wstać jak najszybciej, nie myśląc po co, dlaczego i jak. Trzeba podnieść się nawet, jeśli potłukliśmy się okrutnie i każdy najmniejszy ruch boli. Dopiero jak wstaniesz, otrząśniesz się z pierwszego szoku, przychodzi czas na analizę i działanie by doprowadzić się do porządku. Najgorsze co można zrobić to leżeć w bagnie, poobijanym, bez siły i woli wstania... Leżąc nie wygrasz żadnej walki! Nawet jeśli znajdzie się przy tobie ktoś, kto siłą postawi Cię do pionu, to i tak, tylko gdy Cię puści, runiesz z powrotem na ziemię! Wszystko zależy od Ciebie! Bez twojej siły, bez twoich chęci walki nikt nie jest w stanie Ci pomóc. Możesz mieć wspaniałe duszyczki przy sobie, które podadzą Ci dłoń i pomogą wstać. Możesz mieć cudowne ludki wokół siebie, które pomogą Ci otrzepać się z błota. Możesz mieć nawet swojego Anioła Stróża, który wskaże Ci kierunek, w którym masz iść i da Ci porządnego kopa na rozpęd, ale wszystko zadziała dopiero wtedy, gdy Ty, zadecydujesz, że chcesz tego. Nawet jeśli wydaje Ci się, że nie masz siły, że jesteś za słaba...To nie prawda! Masz w sobie SIŁĘ, masz  duże pokłady mocy, tylko musisz CHCIEĆ i nauczyć się z nich korzystać! Jak już wstaniesz, nie oglądaj się za siebie! Głowa do góry, pierś do przodu, ruszaj odważnie na podbój świata! Bo kobieta SILNĄ jest! Nawet jeśli płacze, stęka i marudzi! Kobieta SILNĄ jest i nic jej nie złamie jeśli Ona na to nie pozwoli! ;)













czwartek, 27 marca 2014

KAŻDA KOBIETA MUSI ćwiczyć!

Zaczęło się bardzo niewinnie, bez większego pomysłu i planu. Zaczęło się chyba dlatego, że sama tego potrzebowałam. Nie miałam planu nikogo motywować, nie chciałam zbawiać całego świata i nawracać na zdrowy styl życia. Nie mieściło mi się w głowie jak można nie lubić ćwiczyć. I tacy ludzie mnie nie interesowali. Nie chcesz? Twoja sprawa. Obracałam się wśród tych, którzy zawsze  CHCIELI. Im ciężej, im bardziej dziko, hardcorowo tym lepiej.  Żyłam sobie w swoim świecie i bardzo dobrze mi z tym było. Potrzebowałam tylko, samej sobie pokazać, jak silną potrafię być. Długą, ciężką i bolesną drogą wypracowałam swoje schematy, które dodają mi siły i pozwalają utrzymać się na powierzchni podczas nierzadkich sztormów, które napotykam na swojej drodze. Nie jestem niezniszczalną super bohaterką. Nie jestem twardzielą, która w każdej sytuacji jest Panią i władczynią. Nie, wręcz przeciwnie. Sama się zastanawiam czy przypadkiem nie mam rozdwojenia jaźni. Jak można być jednocześnie tak silną, upartą, zawziętą a jednocześnie wrażliwą emocjonalnie osobą. Ale przecież można wypracować sobie wszystko! Jeśli się chce, jeśli się odpowiednio nad tym pracuje można nauczyć się wszystkiego. Nawet bycia SILNĄ! Trening czyni mistrza! Sama zaczęłam stosować swoje rady. Działają...Przyłapuję się na tym, że podczas kolejnego, niekontrolowanego wybuchu płaczu dostawałam olśnienia: hej, co ty robisz? piszesz, że kobieta silną jest a siedzisz i ryczysz z byle gówna , daj spokój! rusz dupę i zrób coś z tym zamiast się użalać nad sobą... trzeźwiałam momentalnie. No przecież! Zapomniałam! Przecież ja  silna jestem! Dam radę z tym, tak samo jak dawałam sobie radę z innymi gównami. .. Im dłużej nad tym pracuję, tym szybciej zaskakuję na właściwe tory myślenia. Już nie płaczę aż tak często, a nawet jeśli to robię, to świadomie bo nic tak nie oczyszcza z negatywnych emocji. Wraz ze wzrostem siły mięśniowej, urosłam w siłę mentalną. To właśnie dlatego, dziś uważam, że każdy, a już szczególnie KAŻDA KOBIETA MUSI ćwiczyć! Dla zdrowia ciała i zdrowia duszy! Kobiety to silne, zdolne i zdeterminowane bestie, które potrafią wiele. Jednak bardzo często zdarza się, że coś lub ktoś je blokuje, tłumi i hamuje.. Tu widzę swoją malutką rolę. Pokazać Wam, że możecie, że potraficie, że to nie jest takie ciężkie, okropne i nieosiągalne na jakie wygląda. Nie zależy mi na waszym chudziutkich brzuszkach, na waszych seksownych pupach i zgrabnych udach. Ale okropnie zależy mi, żebyście  uświadomiły sobie, że poprzez mądry, systematyczny trening będziecie pewniejsze siebie, odważniejsze, silniejsze! Tyłek, krata na brzuchu i cała reszta będzie tylko miłym dodatkiem, który wam gwarantuję jeśli podejmiecie moje reguły gry. Nie zaczynamy od niemożliwego. Nie obiecuję gwiazdki z nieba. Mogę jednak zagwarantować, że jeśli podejmiesz wyzwanie, przyłączysz się do mnie urośniesz w siłę! Tak ogromną, że nawet nie potrafisz sobie tego wyobrazić. Zaczynamy z miejsca, w którym się znajdujesz, z tym co masz i możesz poświęcić. Małymi kroczkami, ruszymy na przód. Nie będzie lekko ani łatwo, ale na pewno będzie warto. Co się będzie działo? To się okaże. Dopiero od niedawna, nieśmiało zaczynacie się do mnie odzywać. Niedawno też, zauważyłam, że są wokół mnie ludzie, którzy czerpią energię, siłę i motywację z tego co mówię, ale przede wszystkim z tego co robię. Poczułam się lekko zobowiązana. W pozytywnym znaczeniu. To dla mnie nowość. Jeżeli coś z tego, co prezentuję swoją osobą w jakimkolwiek, najmniejszym stopniu komuś ma pomóc, wchodzę w to!  Ja na co dzień, też szukam motywacji i inspiracji. Od dziś, mam już kolejną, bardzo mocną! Ten post nie powstałby gdyby nie dwie wspaniałe dziewuchy. Nigdy bym czegoś takiego nie napisała i nie podjęła się, gdyby nie owe, skromne zdarzenia które nastąpiły po sobie. 15 min przygotowań, jedno zdjęcie, łzy w oczach ze szczęścia i niedowierzania a przy okazji  +1000 do samooceny, mam nadzieję że radość w serduchu tej Damy zostanie na długo i w końcu uwierzy, że jest silną, piękną kobietą, która może w życiu osiągnąć wszystko, co sobie zaplanuje. I kolejna Pani. "Zwykła" wiadomość na FB... wiadomość, która już wywróciła mój świat do góry nogami. Wiadomość która zrewolucjonizowała moją ocenę samej siebie. Wiadomość, przy której nie mogłam zostać obojętna.."hej JUSTYNKO od wczoraj twoja pozytywna energia mnie nie opuści już nigdy!!!" plus zdjęcie:

 "dziękuje CI BARDZO pamiętaj jesteś moją inspiracją !!!! pozdrawiam !!!!"


Powiem tak. O rzesz ja pier*** Wcisnęło mnie w fotel:) Przecudowna masakra.!!! Sama miałam pomysł i ochotę na taki tatuaż, bo się osobiście zakochałam w tym obrazku! Esencja kobiecej siły! Jednak odwagi zabrakło, ale teraz to bez znaczenia. Te zdjęcie dało mi dużo więcej satysfakcji! W takim razie...Co ja mogę??? Mogę! Bardzo dużo mogę! Mogę zostać z Wami,  czerpać od Was i dawać Wam dwa razy więcej! Dbajmy o ludzi którzy nas otaczają. Tak łatwo jest kogoś ocenić, potępić i wyśmiać. Dużo trudniej jest  wysłuchać, wesprzeć i nawet jeśli nie zrozumieć to zaakceptować takimi jakimi są. Wiem, że potrafię być wredna, umiem jak nikt inny unosić się honorem i odpychać od siebie ludzi, dlatego tym bardziej jestem wdzięczna moim Ludkom, którzy znoszą mnie i moją manię nie odpuszczania... w niczym. Bo nie odpuszczę! Nie odpuszczę sobie i Wam! Jestem wymagająca! Wymagam od siebie i wymagam od Was! Wiecie gdzie mnie znaleźć?  Jeśli nie, proszę
                                         Crossfit Womens World
Enjoy.
CWW.



środa, 26 lutego 2014

ja-on-burpee-rynek-kościuszki-białystok-2marca-będzie-ogień!!

Był zakład (o co chodzi można przeczytać tu).
Jest rozstrzygnięcie!. Wiadomo co, kto, gdzie, kiedy i ile. Właśnie, słowo "ile" jest w tym momencie najważniejsze... Nasz mały zakładzik troszkę wymknął się spod kontroli....









Męczył, stękał, sapał, rzucał mną jak workiem ziemniaków i co z tego wyszło:





Film wyjaśnia wszystko! Nie trzeba nic dodawać. Schyliłam czoło i pogodziłam się z faktem. I już żałuję, że nie ugryzłam się w język... Od słowa do słowa. Śmiechem żartem, w ruch poszła 10 kg kamizelka, a stawka wzrosła. O ile? O kolejny tysiączek! Sumując groził mi już nie  1 a 2 tysiące burpees wykonane na rynku...  




Powiedziało się A, trzeba powiedzieć B... Jesteśmy tylko zmuszeni zmienić datę burpeeesowania ponieważ 1.03.2014 oboje startujemy w Kettlebell Hardstyle Challenge Białystok.

PODSUMOWUJĄC: Wygrał: Tomek
                                    Burpee robię Ja
                                    Ile? 2000 
                                    Kiedy: 2.03.2014
                                    Gdzie: Rynek Kościuszki w Białymstoku
                                    O której: 10.00

Na marginesie dodam tylko, że TGU z 10kg. kamizelką poszło już za drugim razem! Niezły kocur z tego Tomeczka ;) 

niedziela, 26 stycznia 2014

Garage Games

Bo w tym całym szaleństwie, najpiękniejsza była reakcja "Moich Ludzi". Łzy w Waszych oczach, były najcudowniejszą nagrodą jaką wczoraj otrzymałam! Wygrałam. Wygrałam z Wami i dla Was! Niekontrolowany wybuch radości jest cenniejszy, niż chwile spędzone na najwyższym stopniu... Paluszek-przypominacz i Jego bezcenne wsparcie, zostaną już w serduchu na zawsze! Każda wylana kropla potu, każde, najbardziej bolesne powtórzenie było tego warte! Jesteście warci przepalonych płuc, obdartych dłoni, każdej przemarzniętej części ciała, stresu, lęku i wszelkiej niedogodności z jaką się wspólnie zmagaliśmy. Nikt chyba nie miał, porządniej przygotowanego stanowiska do WOD'a niż ja wczoraj! Najdrobniejsze szczegóły były dopracowane do perfekcji! Nawet chusteczka czekała już w pogotowiu na wpół wyciągnięta z opakowania! Mistrzostwo świata! Byliśmy klasą sami dla siebie! Nie zdążyłam do końca ściągnąć dresu, a już był zabezpieczony. Nie zdążyłam złapać oddechu po WOD, a już wciskaliście na mnie bluzę. Trzymaliście rękę na pulsie przez cały czas! Zadziałało wszystko! WOD'y podpasywały idealnie.  Doskonale Was słyszałam  podczas każdej  sekundy pracy. Wiedzieliście co powiedzieć!  I niech mi teraz ktoś powie, że wsparcie nie jest ważne! To Wy, bardziej niż ja wiedzieliście po co jedziemy... Wy, bardziej niż ja wierzyliście że damy radę...  Dzięki Wam urosłam! Bo radość z sukcesu jest największa wtedy, gdy mamy z kim się cieszyć! To był jeden z tych  dni, które chciało by się przeżywać jeszcze raz, i jeszcze raz i jeszcze...



Paluszku-przypominaczu: 1-1-1 dla Ciebie! 
                                                                                                          CWW.

piątek, 24 stycznia 2014

Uważaj komu wjeżdżasz na ambicje!

Do tego, że większość sportowców to pozytywne świry nie trzeba nikogo przekonywać. To, że "CrossFit people are cray", KAŻDY o tym wie! Tak już jest, że gdy zderzą się ze sobą dusze wojowników, musi być wojna! Sprawa, która miała być dla nas wyzwaniem, dzięki nieplanowanej prowokacji i  zbyt szybkiej wymianie zdań, przerodziła się w "kość niezgody"  Dałam się podejść jak dziecko i teraz będę drżeć o swój los, aż do końca lutego! Jak to mówią "natury nie oszukasz" więc uważaj komu wjeżdżasz na ambicje...O co w ogóle chodzi? O rzecz bardzo "prostą". Mianowicie, o ćwiczenie znane mniej lub bardziej każdemu szanującemu się crossfiterowi i crossfiterce -TGU (wstawanie tureckie) 






DWIE STRONY ZAANGAŻOWANE:

On, Tomasz Michał Grochowski, największy świrus stąpający po Ziemi Podlaskiej :)

&

Ja,  pięćdziesiąt-kilka kilogramów żywej wagi:)

Kwestia najważniejsza, o co tyle hałasu? Tylko o skromne 1000 burpees  (padnij-powstań). Same burpees, jak również ich liczba nie jest już tak straszne, w dobie rosnącej sławy tego ćwiczenia. Jednak jest mały haczyk w tym wszystkim... Osoba, która przegra zakład leci z tysiączkiem dokładnie 1.03.2014 w najbardziej reprezentatywnym, najliczniej uczęszczanym miejscu Białegostoku, w samym centrum RYNKU KOŚCIUSZKI  Bez względu na wszystko! 

WARUNKI ZAKŁADU: Zadanie Tomeczka jest dziecinnie proste, wykonanie 1x TGU. Wydaje się proste? Większość z was, pewnie od razu pomyślała tylko jakim ciężarem?  No właśnie, jakim? Bliżej nie określonym, bo obciążeniem będę JA. Odkąd skończyłam startować na macie, moja waga kompletnie mnie nie interesuje, a wręcz powiedziałabym, że mam alergię na sam widok tego urządzenia. Dlatego, zadanie troszkę się komplikuje. Moja rola? Bardzo skromna, zwijam się w kuleczkę i czekam na rezultat... Hmm oczywiście, mogłabym niechcący  poruszyć się, zaśmiać, złapać nie tam gdzie trzeba, rozluźnić tu i ówdzie, ale nie bądźmy dziećmi! Czysta, sportowa gra! Obiecałam być grzeczna, nie przeszkadzać, z godnością i honorem przyjąć rezultat.
Najlepsze jest to, że Tomek nie jest crossfiterem. On się kompletnie nie zna na TGU i dlatego wygram JA! Fakt widziałam na własne oczy, jak wykonuje to ćwiczenie ze sztanga ważącą 40 kg... ale Tomeczku,  nie ma co się czarować... Ja to nie sztanga :P ze mną nie pójdzie Ci tak łatwo. Oboje wiemy, że jesteś silny, ale do tego zadania potrzeba też odrobinę techniki, której  troszkę Ci brakuje... Tak więc, szykuj się lepiej na
bliski kontakt z białostockim brukiem ;)

PODSUMOWUJĄC:  Tomek ma czas do końca lutego na zrobienie jednego wstawania tureckiego ze mną, w roli odważnika. Jeśli mu się uda, to dokładnie 1.03.2014 będę robić 1000 burpees na Rynku Kościuszki w Białymstoku. Jeśli zadanie okaże się dla Niego zbyt trudne, burpees w cudownej liczbie 1000 należą do Niego, a mi pozostanie rola wspierająco-motywująca i tej wersji się trzymajmy....